Autor: Richard Cowen | NJ.com
Wyobraź sobie, że codziennie, przez ponad trzy dekady – od 1962 do 1998 roku – przejeżdżasz samochodem obok centrum handlowego Garden State Plaza w Paramus, New Jersey. Nie sposób go przeoczyć: gigantyczny, 60-metrowej długości „Murale Alexandra”, namalowany przez polskiego artystę Stefana Knappa, zdobił zewnętrzną ścianę domu towarowego Alexander’s niczym olbrzymi, pulsujący obraz. To była sztuka publiczna w najczystszej, najbardziej dostępnej formie – widoczna dla tysięcy kierowców, przechodniów i klientów. Wielu zakochało się w jego żywiołowych barwach i abstrakcyjnej energii, inni krzywili się z niesmakiem, ale nikt – absolutnie nikt – nie mógł przejść obok niego obojętnie. Stał się ikoną lokalnej krajobrazu, znakiem czasów powojennego boomu handlowego.
A potem, nagle, zniknął. Jak zjawa.
Gdy Alexander’s ogłosił bankructwo, w 1998 roku cały budynek zrównano z ziemią, by zrobić miejsce dla dzisiejszej IKEI – szwedzkiego giganta meblowego. 280 ogromnych paneli, które Knapp z mozołem pokrywał głębokimi błękitami nieba, płomiennymi czerwieniami i słonecznymi żółciami, trafiło w darowiźnie do Bergen Museum of Art and Science. Problem? Muzeum nie dysponowało salą dość dużą, by złożyć je w całość i zaprezentować publicznie. I tak to, co Guinnessowska Księga Rekordów okrzyknęła kiedyś największym publicznym muralem na świecie, zaczęło zbierać kurz przez ostatnie 25 lat w prowizorycznych magazynach: na placu wydziału robót publicznych w Carlstadt i w Art Factory w Paterson. Co gorsza, około 60 paneli gdzieś przepadło – ślad po nich zaginął na zawsze.

Ale historia nie kończy się na magazynie. Teraz, po latach zapomnienia, ocalałe fragmenty muralu Knappa wróciły do Paramus – swojej duchowej ojczyzny – i są eksponowane w kawałkach w nowym szpitalu Valley na ulicy Winters Avenue. Obiekt, który ma otworzyć się w kwietniu 2024 roku, staje się nie tylko placówką medyczną, ale i galerią sztuki z historią.
„Byliśmy po prostu zachwyceni, że udało nam się sprowadzić to niesamowite dzieło z powrotem do Paramus, do miejsca, które zawsze było jego domem” – entuzjastycznie opowiada Audrey Meyers, prezes i dyrektorka generalna Valley Health System. „Gdy na nie patrzę, jestem oszołomiona jego siłą. To prawdziwy zaszczyt i przywilej móc to zrobić”.

„Murale Alexandra” na wystawie w nowym szpitalu Valley w Paramus. Zdjęcie: John J. LaRosa | For NJ Advance Media
Meyers, z pasją miłośniczki sztuki, podkreśla jej lecznicze właściwości: sztuka uspokaja nerwy, inspiruje nadzieję i przyspiesza powrót do zdrowia. A te konkretne panele Knappa? Będą jak powrót do dzieciństwa dla wielu pacjentów – znajome oblicze z codziennych przejażdżek. „On przynosił radość i piękno sztuki tylu ludziom przez tyle lat” – dodaje Meyers. „Sama znałam ten mural jak własną kieszeń, bo mijałam go setki razy, jadąc do pracy czy na zakupy”.
Historia Stefana Knappa to gotowy scenariusz na film wojenny z happy endem artystycznym. Urodzony w Polsce w 1921 roku, miał zaledwie 18 lat, gdy wybuchła II wojna światowa. W 1939 roku trafił do sowieckiego obozu internowania na Syberii, gdzie przetrwał trzy mroźne, nieludzkie lata. Po uwolnieniu przedarł się do Anglii, gdzie zaciągnął się do Brytyjskiego Królewskiego Siły Powietrznej i nauczył latać myśliwcami. Po wojnie, naznaczony traumą walk i zesłania, odkrył malarstwo jako terapię – zaczął tworzyć murale, by przetworzyć koszmary w sztukę.
W 1961 roku los zetknął go z George’em Farkasem, magnatem handlowym i właścicielem sieci Alexander’s. Farkas zlecił Knappowi stworzenie muralu dla flagowego sklepu w Paramus. Artysta, w swoim londyńskim hangarze lotniczym, użył… nart, by ślizgać się po gigantycznych panelach i nanosić farbę z impetem pilota. Powstało 60 metrów „gwałtownego, potężnego” dzieła, inspirowanego widokami z kokpitu – pełnego jaskrawych czerwieni, błękitów i pomarańczy. Guinness uznał je za największy publiczny mural świata, choć historia jego traumatycznego rodowodu pozostała w cieniu.
„Knapp niósł sztukę nowoczesną prosto do mas, do zwykłych ludzi” – podkreśla Robin Goldfischer, wiceprezes i dyrektor prawny Valley Health System. „Chcieliśmy oddać hołd jemu i jego wizji – sztuce dla wszystkich, nie tylko elit”.

Audrey Meyers, prezes Valley Health System, pozuje obok fragmentu „Murale Alexandra” w holu nowego szpitala Valley w Paramus. Zdjęcie: John J. LaRosa | For NJ Advance Media
Knapp odszedł w 1996 roku w Londynie. Rok później Alexander’s upadł, a w 1998 zburzono budynek w Paramus. Rodzina Farkasów przekazała mural do Bergen Art and Science Museum, wtedy zlokalizowanego w Bergen Mall. Muzeum, mimo dobrych intencji, nie miało przestrzeni – 90-kilogramowe panele wywieziono do magazynów. „Około 60 z nich niestety zaginęło po drodze” – wzdycha Goldfischer.

Serce historii bije szybciej, gdy Meyers wspomina przełomowy telefon. Gdy budowa nowego szpitala ruszyła pełną parą, zadzwonił Richard LaBarbiera, ówczesny burmistrz Paramus. „A gdyby mural Knappa znalazł tu nowy dom?” – zasugerował. Meyers natychmiast zaangażowała Goldfischer. Ta negocjowała przejęcie paneli od muzeum, a potem zatrudniła parę konserwatorów – Joannę i Zbigniewa Pietruszewskich – do delikatnego czyszczenia i renowacji. Na razie w szpitalu zawisło 49 paneli; reszta czeka w magazynie na swoją kolej.

Dla Meyers ten mural to więcej niż dekoracja. „Ma ogromne znaczenie dla tylu osób – liczę, że zadziała jak balsam w naszym 370-łóżkowym szpitalu, gdy otworzy się w kwietniu” – prorokuje. „Ludzie dzwonili do mnie z Kalifornii, Kolorado, nawet z innych stanów – po nagraniu wideo byli w siódmym niebie. To nie jest tylko sztuka. To kawałek czyichś podróży, wspomnień, historii rodzinnych. Knapp ożył na nowo”.

Zdjęcia bez opisu, zostały dodane z wątku FB, zalożonego przez Bill Ervolino, byłego pracownika Alexanders. Jest tam wspaniała dyskusja o tym czy panele zostały uratowane czy może dzieło “Mapa Świata” zostało zniszczone.
https://www.facebook.com/billerv/posts/after-30-years-the-familiar-stefan-knapp-mural-that-graced-the-late-paramus-alex/10227935478426117/
No Responses