Kiedy odrzuci się aspekt martyrologiczny autobiografii Stefana
Knappa i raczej potraktuje jego życie jako wielką przygodę, którą on
sam chciał przeżyć: […] Zawsze bardzo chciałem podróżować. […]
Dolegliwości życia codziennego nie są takie ważne, kiedy człowiek ma
osiemnaście lat. Im dalej uwiezie mnie pociąg, tym większy będzie
kawał ziemi, który zwiedzę wracając do domu po wyjaśnieniu głupiej
pomyłki. […], to Kwadratowe słońce staje się wielką nauką dla
młodego człowieka z wyprawy życia. Ważny tu jest kontekst
młodości, witalności, młodzieńczej ciekawości, która konfrontuje się
w kolejnych zdarzeniach ze starą brutalną prawdą o życiu.
Podróż na Syberię i potem powrót do Europy to wspaniała lekcja dla młodego człowieka, a w szczególności Polaka. I w takim kontekście, chciałem przytoczyć kilka uwag, dygresji, przemyśleń pana Stefana o świecie, który tak bardzo bezpośrednio poznał. Nie jako turysta, nawet nie, tak jako teraz jest moda survivalista, ale jako młody człowiek w samym środku wirującej historii dwudziestego stulecia. Tym bardziej jest to ciekawa lekcja, bo pan Stefan nie był człowiekiem obciążonym uprzedzeniami. Jego rodzinna historia jest raczej osadzona w walce rodziny komunisty Ojca o niezależność od religii, obowiązujących trendów politycznych i w drodze do samodzielności czasie dwudziestolecia międzywojennego: “Prześladowania odniosły jeden pozytywny skutek: zjednoczyły naszą rodzinę w silną, samowystarczalną komórkę. Żyliśmy twardo i po spartańsku. Żadne z nas nie nauczyło się pić ani palić w domu nigdy nie było pieniędzy na takie luksusy. Poza tym, byliśmy surowo pilnowani. Od wczesnego dzieciństwa wszyscy ciężko pracowaliśmy.”
Z takiego poziomu, takiego fundamentu zaczyna się doświadczanie świata młodego człowieka. Do Rosji nie był uprzedzony. Miał przecież dobre papiery dokumenty. Aresztowanie najpierw na granicy stref okupacyjnych, a później w łapance we Lwowie jakoś nie zmąciły bardzo jego poczucia ludzkiej sprawiedliwości. Ot pomyłka tak myślało większość osadzonych w sowieckich więzieniach. Oczywiście były różne symptomy, że coś nie tak, ale jednak nadzieja na jakąś logikę była. Otóż nic mylnego jak się później okazało. “Wtedy to po raz pierwszy powstało we mnie nikłe podejrzenie. Podejrzenia czego? Nie wiem. Że coś tu jest nie w porządku. Że świat jest miejscem dziwnym i nieobliczalnym, a Rosjanie są jeszcze bardziej dziwni i nieobliczalni niż reszta ludzi. Że ta gra, w którą ze mną grają, nie ma żadnych reguł. Nie wiem. Podejrzenie było nikłe. Nie byłem ani odrobinę wrogo nastawiony do Rosjan. Fakt, że mnie aresztowali, był oczywistym nieporozumieniem: lada chwila zorientują się, że po prostu wracałem ze szkoły i puszczą mnie wolno. Sprawa była prosta jak drut. A jednak myśl o wieśniaku, którego tak uprzejmie podwieziono do miasta, nie dawała mi spokoju.”
Ta niepewność, alogiczność sytuacji i jej metamorfozy polegała na tym, że ludzie nawykli do zwykłej sytuacji głodu i niestabilności życiowej na początku nie protestowali, zachowywali się spokojnie, sądząc, że wszystko się wyjaśni, że przecież niczemu nie są winni. Inteligenci w tej samej chwili buntowali się, krzyczeli wypytywali. Po kilku jednak tygodniach przebywania w więzieniu, bez wyroku, bez jakiejkolwiek informacji z zewnątrz, pierwsi tracili nadzieję i oni zaczynali się buntować, a natomiast wykształceni nabierali twardości i spokoju.
Wyrok dla więźnia Knappa i jego towarzyszy przyszedł tak samo nieoczekiwanie i niespodziewanie jak i uwięzienie. “Coś jakby Sąd Separacyjny albo Sąd Przesłuchań Zewnętrznych skazał nas na ‘prace reedukacyjne’ w różnym wymiarze. Wyroki opiewały wyłącznie na trzy, pięć, osiem, dziesięć lub dwanaście lat; nigdy na dwa, albo dajmy na to siedem. Ja zostałem skazany na pięć lat pracy reedukacyjnej w obozie pracy. Wszyscy krztusili się ze śmiechu. Było mi trochę nieswojo, ale też parsknąłem śmiechem. To ci dopiero kawał. Dodatkowo rozśmieszyło nas to, że wyroki absolutnie nie pasowały do osób.”
Irracjonalność sytuacji oczywiście dla tylko dla uwięzionych i skazanych była chyba największą trudnością. Kiedy nie można odwołać się do podstawowych pojęć i wartości ludzkich, człowiek staje się bezradny. Co innego Moskwa, ta wiedziała wszystko. Wiedziała, że tylko bezrozumnym terrorem, dezinformacją można złamać każdego, no prawie każdego człowieka.
Określeń na okrucieństwo sytuacji w jakiej znaleźli się ludzie (bo przecież nie byli tam tylko Polacy, ale reprezentanci wszystkich nacji, które nieopatrznie znalazły się w tym czasie w Sowieckiej Rosji) jest zapewne wiele. Stefan Knapp w swojej książce raczej przez konkretny opis, opowiadanie pojedynczych zdarzeń ukazuje złożoność zła, jego bezduszność a jednocześnie przemyślność. Tych przykładów w książce jest ogrom. Nie miejsce, aby tu teraz je przytaczać. Chcę tylko skonstatować to, co już w pewnym stopniu zostało powiedziane, że Sowiecka Rosja to bezmiar ludzkiego nieszczęścia, które zostało zorganizowane przez ludzi, próbujących stale doskonalić jego formy w pułapce strachu, którego początkiem i końcem był Józef Stalin.
Z tej pułapki wydostał się równie nieoczekiwanie, jak w nią wpadł. Strach przed zbliżającą się niemiecką inwazją zmusił Stalina do zawiązania sojuszy. Jego wrogowie na mocy układu z Aliantami mieli stać się jego poplecznikami. “Pewnego dnia ni stąd ni zowąd wezwano małą grupkę, żeby nam oznajmić, że jesteśmy wolni. Był sierpień, a może wrzesień 1941 roku. Każdy z nas otrzymał dokument z więzienną, rzecz jasna, fotografią, z którego wynikało, że jest teraz obywatelem Związku Sowieckiego, cieszącym się powszechnie w kraju panującymi prawami. Dokument zawierał ponadto cytaty z konstytucji, Stalina, ze słynnym ‘Kto nie pracuje, ten nie je’ na czele. Koniec. Kropka. Nic z tego nie rozumieliśmy. Coś takiego jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Pozwolono nam iść dokąd chcemy. Zostaliśmy obywatelami ZSRR.”
Smak wolności był gorzki. Bez pieniędzy, kartek żywnościowych w bezkresnej Syberii nieoczekiwani wyzwoleńcy musieli sobie radzić sami. Droga do formującej się polskiej armii, o czym dowiedzieli się przez przypadek, była trudna niebezpieczna i nie każdy ją przeżył.
Pierwsze spotkanie z “wolnym” światem nie nastąpiło tak szybko. Najpierw było bolesne grzebanie zmarłych już wolnych Polaków, którzy umierali z głodu i chorób zakaźnych w czasie formowania się polskiego wojska jeszcze na “nieludzkiej ziemi”. Kiedy jednak pożegnał granicę z Rosją, poznawanie nowego, już przecież wolnego świata, dla byłego sowieckiego więźnia było wielkim rozczarowaniem.
Pierwszym krajem po opuszczeniu ZSRR była Persja. Tam spotkał się po raz pierwszy w życiu z wielkimi dysproporcjami między ludźmi biednymi i bogatymi, a przede wszystkim z systemem, który to sankcjonował. Epizod z kocami, (zakazano darowania koców żołnierzom perskim) jaskiniowcy w górach, widok i smród nędzy sąsiadującej o krok z brutalnym, bezwstydnym bogactwem. “Przejechałem z Rosji, gdzie śniłem o Zachodzie. Wydawało mi się, że na Zachodzie wszystko jest doskonałe. Aż nadto napatrzyłem się na nieludzkie traktowanie człowieka przez człowieka ale to przecież było w ZSRR i tylko, wyłącznie tam miało prawo się zdarzyć.”
Tych dysonansów, nierówności było więcej: “Nigdy przedtem nie słyszałem o podziale ludzi według koloru skóry i chyba nigdy jeszcze nie widziałem Murzyna. Zakazy wydawali ci sami brytyjscy oficerowie, którzy dla nas byli tacy mili i dobrotliwi na swój flegmatyczny spokojny sposób emisariusze Zachodu, gdzie ludzie żyli pełnią życia w wolności i godności i gdzie panowała demokracja będąca innym określeniem braterstwa wszystkich ludzi.”
Włochy, które były kolejnym krajem wojennej tułaczki Stefana Knappa, również rozczarowywały. Neapol leżał tuż za linią frontu. Życie w oślepiającym słońcu było wesołe i nieznośne zarazem. Upał, kurz, jaskrawość, głód wszystko to stapiało się w jeden wielki diabelski młyn. Ludzie przymierali głodem. Kobiety, luksusowe stworzenia w niedyskretnych sukienkach, sprzedawały się za kawałek chleba. Szedłeś kupić loda, a mała handlarka z nadzieją oferowała siebie samą. Mali chłopcy czepiali się spodni, reklamując matki i siostry. Starcy proponowali usługi swoich córek. Był to szaleńczy i rozdzierający spektakl, niezwykle piękny zarazem.
Bieda, powszechna prostytucja obok wspaniałych pomników starożytności były raczej przyczynkami bolesnej refleksji niż ukojeniem po okrutnych doświadczeniach sowieckich łagrów. Te pierwsze otrzeźwienia były bardzo bolesne. W Rosji wszystko wydawało się takie proste. Istniały dwa światy. Jeden był czarny, drugi biały, jeden był ciemnością, drugi światłem. ZSRR był piekłem niewoli, Zachód był doskonałością.
Obłuda sprzymierzeńców i tych rosyjskich, i tych angielskich też była nieoczekiwanym i zaskakującym doświadczeniem dla młodego człowieka. Kiedy już był na terenie Wielkiej Brytanii polscy lotnicy dostali zakaz mówienia o Związku Sowieckim. Mieliśmy w ogóle nie mówić o swoich tam przeżyciach, wszystko jedno, dobrych czy złych. Rozkaz był jednoznaczny. Rosja cieszyła się tu najwyraźniej wielkim poważaniem. Widywało się wiele czerwonych sztandarów i portretów Stalina, partia komunistyczna działała nader aktywnie.
Obyczajowość tak zwanych angielskich kół dobroczynnych była dla młodego lotnika ogromnym zaskoczeniem. Kiedy został zaproszony do domu pewnej ponętnej Angielki ledwie uszedł spod jej wyuzdanych chuci. Zgubił po drodze oficerską czapkę i miał przez ten epizod wiele przykrości i kłopotów.
Kiedy więc kończyła się wojna, i kiedy przyszedł czas podsumowań tej wielkiej podróży, tej wielkiej wędrówki, można nazwać ją jak Szwejk anabasis, a może epopei, to Knapp nie miał wesołej miny. Ogrom doświadczeń, cierpienia, ale też ogrom wiedzy o nowych miejscach i ludziach nie napawał optymizmem. Gorzki smak doświadczeń wojennych według Knappa niczego ludzi nie nauczył.
“Może to brzmieć jak lament polskiego patrioty, którego kraj został zapomniany i zdradzony, odcięty jak martwa gałąź od ciała Europy i rzucony na sowiecki cmentarz, żeby tam zgnił do reszty. Ale to było jeszcze coś więcej. Najgłębszym źródłem mojego zawodu była świadomość, że ta wielka wojna przyniosła tak mizerne rezultaty. Pokój i obfitość, szczęście całego świata, wcale nie były teraz bliżej niż pięć lat temu, a w pewnym sensie nawet dalej, gdyż przygasły nadzieje.”
Ludzi wojna niczego nie nauczyła, ale Stefana Knappa tak. Pozostał sobą, pozostał tym samym młodzieńcem w poszukiwaniu piękna i dobra świata. Odnalazł w mozole cierpień artystycznych i wyrzeczeń swoją drogę twórcy, której był wierny do końca, dla której poświęcił prawie wszystko.
Dobrze więc by było, aby biłgorajanie przecież potomkowie sitarzy obieżyświatów również mogli, będąc w naszym mieście czerpać wiedzę o świecie, który przecież wcale się tak nie zmienił, gdzie dalej trwają wojny a sojusze możnych tego świata dalej mogą być zawierane przeciw skrawkowi tej pięknej puszczańskiej krainy, do której, kiedy tylko mógł Stefan Knapp powracał wielokrotnie.
Autor:
Andrzej Czacharowski, krajoznawca, przewodnik krajoznawczy, wiceprezes Biłgorajskiego Oddziału PTTK, regionalista, współtwórca szlaków turystycznych i ścieżek rowerowych, autor i współautor wielu książek o tematyce turystycznej i historycznej, nauczyciel, wicedyrektor Szkoły Podstawowej Nr 1 w Biłgoraju.
tekst początkowo ukazał się w miesięczniku Tanew Nr 29 (2017).
No Responses